Tropem Herberta [8]: Anglia po raz pierwszy

Na początku 1959 roku Zbigniew Herbert jedzie do Anglii, skąd pisze kilka listów do swoich rodziców. Są one bezcennym materiałem dla badaczy. Ku memu zdziwieniu - w Londynie czuje się o wiele lepiej niż w Paryżu. Choć z drugiej strony może ma to związek z domniemanym pochodzeniem rodziny Herbertów właśnie ze Zjednoczonego Królestwa...

Z listów dowiadujemy się nie tylko o tym co Zbigniew Herbert robi w UK, ale również dlaczego chce zostać dłużej na Zachodzie (vide: prośba o przedłużenie "wizy rodzicielskiej"). Ciekawsze (wg mnie) fragmenty jak zwykle pogrubiłem.

Otóż i jestem w Londynie w środku mgły, ale pod opiekuńczymi skrzydłami miłościwie nam panującej Królowej. Łażę zachwycony po muzeach, które są znacznie bogatsze niż we Francji i wobec obrazów w National Gallery, Louvre to betka. Zimno tylko okropnie, łażę w dwu swetrach, a śpię w trzech. Anglicy to ryby rude i bez temperamentu, ale za to znacznie sympatyczniejsi od Francuzów. Zostałem zaproszony do Oxfordu, gdzie pojadę w przyszłym tygodniu. W Anglii będę do końca lutego, a potem, jeśli nie dostanę wizy francuskiej, wracam do Ojczyzny (oj).

[I/II 1959, Londyn, list do rodziców]

Żeby zacząć od rzeczy najcięższych, to dopraszam się uniżenie o przedłużenie rodzicielskiej wizy. Prośbę swą argumentuję jak następuje:

a) nie ma dużych szans, abym mógł wyjechać za granicę w najbliższym czasie. Sprawy typowania kandydatów na powyższe przejęło obecnie Ministerstwo Kultury (dawniej Związek Literatów), co równa się wiadomo czemu;

b) przeżywam ostatnie lata mojej młodości, co pozwala mi dobrze znosić pewne trudy i niewygody związane z moją tu sytuacją. Za 5 lat mogę już mieć żonę, dzieci lub raka wątroby i nie będzie mi się chciało jechać 200 km autokarem i iść 10 km piechotą, żeby zobaczyć katedrę gotycką powiedzmy;

c) w maju-czerwcu mam szansę odwiedzić na tydzień Włochy, co jest okazją fascynującą. Skompletowałbym w ten sposób moje doświadczenia podróżnicze i ukąsił spory kawałek Europy.

Zapewniam, że czuję się dobrze, kuruję tu zęby i zasięgnąłem porad angielskich lekarzy w sprawie wątroby, która zresztą mi nie dolega. Nie głoduję, powodzi mi się zupełnie dobrze. Angielski miesięcznik literacki będzie prawdopodobnie publikował przekłady moich wierszy. Mieszkam u przyjaciół w ich willi (włościanie pod Londynem), pogoda wiosenna i urządzamy częste wyjazdy poza miasto (mają 2 samochody).

Miałem wieczór autorski i odczyt i jadam b[ardzo] dobre obiady w tzw. "Polskim ognisku", co pozwala mi uniknąć niebezpieczeństw kuchni angielskiej. W Londynie będę jeszcze 2-3 tygodnie, po czym chciałbym wrócić jeszcze na kilka miesięcy do Paryża i upraszam usilnie i pięknie o pozwoleństwo.

[II 1959, Londyn, list do rodziców]

Jestem teraz w Oxfordzie, skąd będę musiał niedługo wyjechać, w przeciwnym razie zostałbym tu całe życie. To punkt krytyczny mojej zachodniej wędrówki. Przeżycie mocniejsze niż Paryż.

Miasto śliczne, gotycko-renesansowo-barokowe, mieszkam w College'u St. Anthony, gdzie jest wytwornie, cichutko i mnóstwo ciekawych ludzi, wiecznych studentów, z którymi można gadać o wszystkim. Właśnie wróciłem z party, a wieczorem idę na bal, w ten sposób przez tydzień będę wiódł życie angielskiego studenta z dobrego domu.

Jest tu trochę Polaków, a zainteresowanie Polską jest szczere i dość powszechne. Zaprzyjaźniłem się z Francuzem, który tutaj studiuje problemy rozwoju polskiego komunizmu.

Zaproszony zostałem do Oxford przez bardzo miłego Węgra, który tłumaczył moje wiersze na węgierski i angielski i pisze pracę o wspólczesnej poezji polskiej. Wydrukował właśnie artykuł w "Oxford Opinion", gdzie pisał także o mnie.

Około 20 bm. wracam do Paryża. Syt wrazeń i oczarowany Anglią.

[7 III 1959, Oxford, list do rodziców]

Zaczyna się wiosna w Londynie i jest pięknie: spod zielonych trawników wyłażą krokusy żółte i fioletowe, kwitną drzewa migdałowe. Mieszkam teraz w Domu Pisarza 312 Finchley Rd, jest to bliżej śródmieścia. Mam duży, ciepły pokój z widokiem na ogród. Czuję się dobrze i trochę schudłem (na szczęście). Na odwrocie moje ostatnie zdjęcie. Dziś cały dzień, ubrany na letnio, łaziłem po Haemplie (dzielnica artystyczna). Dzieci jeżdżą tu na osiołkach, a starsi panowie puszczają łódki. O III Zjeździe Partii nikt tu nie mówi.

obraz.png

Domniemane zdjęcie Herberta
("Na odwrocie moje ostatnie zdjęcie").

[12 III 1959, Hampstead, list do rodziców]

Jest śliczna wiosenna pogoda i mam wielką ochotę, aby pojechać do Walii, gdzie jestem zaproszony, ale wizy, terminy i inne uciążliwości stoją temu na przeszkodzie. Czuję się dobrze i jeszcze na koniec i pospiesznie przerabiam miasto, z którego żal mi wyjeżdżać.

Jestem wciąż niewyspany i przejedzony i nieustannie rozrywany przez Rodaków, którzy by mnie już dawno pożarli, gdybym nie był gruby i mocny. Nie wiem, czy uda mi się odwiedzić brata Cioci Alinki, bo kalendarzyk mam przeciążony niczym lekarz Ubezpieczalni.

[21 III 1959, Londyn, list do rodziców]

Otóż i znów jestem w Paryżu. Anglię pożegnałem czule, bo to kraj piękny i syty, i spokojny. Nie to co Francja, gdzie żyje się w ciągłym ruchu, intensywnie, ale męcząco. (...)

[III/IV 1959, Paryż, list do rodziców]

Na koniec mała refleksja. Otóż wizyta Herberta w Anglii przypomina mi trasę koncertową w najlepszym wydaniu, czyli: jedzie się do nieznanego miejsca, gdzie ktoś czeka, karmi, poi, oprowadza po mieście i załatwia nocleg. Przy okazji poznaje się sporo ludzi. Kiedyś już o tym zresztą pisałem.


Poprzednie tropy:

[1]: Listy do Muzy
[2]: Listy do Muzy
[3]: Pułkownik Kaliban
[4]: Wojna
[5]: Wojna
[6]: Komunizm
[7]: Francja po raz pierwszy

H2
H3
H4
3 columns
2 columns
1 column
2 Comments