Dziennik studenta kulturoznawstwa 4-6.10.2021

img_2301.jpg

Przeczuwałem, że nowe studia (po blisko dekadzie przerwy) będą dla mnie tematem do pewnych przemyśleń, a więc i nowych wpisów na Hive... Nie sądziłem jednak, że będzie to przypominało moją dawną serię pt. "Przygody z PKP". A tak niestety jest. Trochę śmieszno, trochę straszno. Poniżej kilka obrazków, bez wnikania w program studiów i jego sensowność. Na to pewno jeszcze przyjdzie czas...

4 października

Poniedziałek. Pierwsze zajęcia. Na szczęście o ludzkiej porze. 13:15. Można się zarówno wyspać, jak i zdążyć na dyżur w KBK. Wchodzę do sali. Jest tylko profesor. Ściągam maskę. Profesor też. Czekamy. 13:15 wybija. Nikogo nie ma. Wstaję. Otwieram drzwi. Wszyscy czekają na korytarzu. Wchodzą. Profesor mówi, że jak ktoś chce to może zdjąć maseczkę. A jak nie to niech siedzi w masce. Wszyscy siedzą w maskach. Tylko profesor i ja ich nie mamy. Co kto lubi...

5 października

Wtorek. Pierwsze zajęcia tego dnia są o 8.00. Prowadząca przedstawia trzy opcje: wszyscy nie mamy masek, każdy ma maskę, każdy sam sobie decyduje czy ma, czy nie ma. Proponuję wybrać opcję trzecią. Kilka głosów z sali popiera mój postulat. Prowadząca ściąga maskę (to samo robi część zebranych), zaznaczając, że w każdej chwili można wrócić do dyskusji na ten temat, gdyby ktoś poczuł się niekomfortowo.

Na kolejnych dwóch zajęciach poziom obsesji na tym punkcie jest jeszcze większy, włącznie z propozycjami robienia anonimowych ankiet, w których każdy może zdeklarować czy się zaszczepił i czy chce maseczki na zajęciach.

Ogólnie więc dzień mało zabawny. Jedyna komiczna sytuacja, dorównująca grotesce Polskich Kolei Państwowych, miała miejsce podczas ćwiczeń o 8.00. Otóż prowadząca nawiązując do myśli jakiegoś marksistowskiego teoretyka wspomniała coś o terrorze - że niektórzy uważają, że kultura tylko terrorem jest w stanie wywrzeć jakiś skutek. Przywołała też słowa nie-pamiętam-kogo, że nigdy nie uda mu się osiągnąć takiego efektu scenicznego jaki uzyskali terroryści 11 września. Po tym wywodzie zapytała: "Czy ktoś ma jakiś komentarz?"

Miałem.

No bo uważam, że jest niezłym paradoksem rozmawianie o aktach terroru i jakiejś wartości dodanej takich działań, w sytuacji, gdy w siedzimy na zajęciach w maseczkach w atmosferze strachu przed wszechobecnym wirusem.

6 października

Miałem tylko jedne zajęcia. Obejrzeliśmy film na temat C-19, który nazwałem "zbiorem obrazków" (cóż, montaż mnie nie powalił). Inni (w tym prowadzący ćwiczenia) widzieli w nim coś znacznie, znacznie głębszego.

Poza tym zdjęcia Blue Marble wykonane przez NASA z kosmosu zostały nazwane kolonialnymi i imperialnymi, bo pokazują USA (sic!). Z kolei strażnicy graniczni stojący na granicy polsko-białoruskiej to przykład opresyjności systemu, który cenzuruje, to co się tam dzieje.

Przyszłe zajęcia zapowiadają się jeszcze lepiej, bo będziemy mieli gościnę zajmującą się... "herstorią" (swoją drogą uważam, że ten neologizm w wyjątkowo głupi sposób kseruje "herstory", które po angielsku ma jakiś sens).

Ciąg dalszy nastąpi.

H2
H3
H4
3 columns
2 columns
1 column
9 Comments