Dziennik studenta kulturoznawstwa 19.10.2021

img_2520.jpg

Wtorek. Pierwsze zajęcia (z Kultury eksperymentu) odpuściłem, aby się wyspać i nie obniżać odporności (żona chora). Zdrowie ważna rzecz, ale trochę żałuję, bo mieliśmy je rozpocząć od Black Art, którego autorem jest Amiri Baraka - poeta i działacz ruchu Black Power. Poniżej fragment tego utworu.

Whores! we want "poems that kill."
Assassin poems, Poems that shoot
Guns. Poems that wrestle cops into alleys
And take their weapons leaving them dead
With tongues pulled out and sent to Ireland.

Podejrzewam, że gdyby napisał to białoskóry, to zapewne zostałoby to zaklasyfikowane jako "poezja faszystowska". A tak stało się to klasyką omawianą na uniwersytetach. Niestety na zajęcia na dotarłem, więc mogę się tylko domyślać, jak zostało to zinterpretowane.

A zatem dzień zacząłem od Biohumanistyki. W sumie jest to dość mętny przedmiot i do końca nie wiem "z czym to się je". Ponoć mamy badać związki między humanistyką a naukami przyrodniczymi, medycyną. Dziś rozmawialiśmy o lekarzach i chorobach. Nic nazbyt pasjonującego. Trochę historii i rozmów na wysokim poziomie... ogólności.

Więcej emocji (jak zwykle) przyniosła Kultura polska XXI wieku. Zwłaszcza, że mieliśmy wziąć na warsztat "Wesele" Smarzowskiego. Głównie to z 2004 roku. Oczywiście w mojej grupie dominuje pogląd, że jest to "dzieło" idealnie pokazujące "obraz Polski". Cóż, nigdy nie byłem autonomistą śląskim, ale na tych studiach powoli zaczynam ich rozumieć. Zresztą "śląską kartą" dziś zagrałem, mówiąc, że na śląskich weselach przełomu wieków (zawsze dużych i dwudniowych), w których uczestniczyłem, nie było takiej patologii jak w filmie Smarzowskiego. Może więc wynika to z przepaści kulturowej między Śląskiem a Polską... Niestety wątpliwość ta nie została podjęta przez prowadzącą zajęcia. Co w sumie mnie nie dziwi, bo polemika z mniejszościami (choćby i śląską) jest dziś dość niebezpieczna...

Ogólnie moi koledzy/żanki mieli/ały sporo różnych spostrzeżeń. Najciekawsze było chyba to dotyczące faktu, że najważniejsze kobiety w filmie, czyli matka i córka uciekają. No ale... z mężczyznami. Nie jest to więc akt prawdziwej emancypacji. Za taki należy uznać jedynie zniszczenie samochodu (przez pannę młodą) i sprzętów (przez matkę). Tylko akt zniszczenia może być odczytywany za prawdziwie emancypacyjny. To chyba najważniejszy wniosek półtoragodzinnych zajęć.

Kolejnych już nie było. Zajęcia z Metod badań kulturoznawczych zostały odwołane. Jak zwykle dowiedziałem się o tym stojąc pod drzwiami.

H2
H3
H4
3 columns
2 columns
1 column
1 Comment