Dziennik studenta kulturoznawstwa 15.10.2021

img_2401.jpg

Piątek. Nie ma to jak zerwać się rano po nocnej lekturze obowiązkowych tekstów, biec na zajęcia (żeby się nie spóźnić) i… pocałować klamkę, bo ćwiczenia zostały odwołane z powodu choroby prowadzącej. Ale nic to. Przynajmniej mogłem spokojnie zjeść śniadanie. Idąc Grodzką minąłem posła Sonika, który szedł ze spuszczoną głową i wyglądał tak, jakby wracał z wieloletniej katorgi. Prawie jak w wierszu.

Ze spuszczoną głową powoli
Wraca Sonik z pisowskiej niewoli...

Ciekawy obrazek: zmarniały były europoseł mijany przez studenta, który na zajęciach miał omawiać tekst Milana Kundery "Zachód porwany albo tragedia Europy Środkowej". Ale mam nadzieję, że co się odwlecze, to nie uciecze, bo esej jest dość ciekawy. Wybija się na tle kulturoznawczego bełkotu, który jest znamienny dla wielu tekstów proponowanych nam w ramach studiów. Szczególnie jeden fragment utkwił mi w pamięci:

Moi przyjaciele patrzyli na mnie z pełnym zakłopotania pobłażaniem, którego sens zrozumiałem dopiero później. Gdy w Czechosłowacji zlikwidowano wszystkie pisma, wiedział o tym cały naród i wszyscy boleśnie odczuli ogromną wagę tego wydarzenia. Gdyby we Francji lub w Anglii znikły wszystkie pisma, nikt by się nie spostrzegł, nawet ich wydawca. W Paryżu, nawet w bardzo kulturalnym środowisku dyskutuje się przy kolacji o programach telewizyjnych, a nie o pismach. Bo kultura ustąpiła już miejsca. W Pradze przeżywaliśmy jej zniknięcie jak katastrofę, szok, tragedię, zaś w Paryżu przeżywa się je jak coś banalnego i nieważnego, jak nie-wydarzenie.

Domyślam się, że kolektyw studencki kulturoznawstwa należycie oceni ten pojęciowy kolonializm odmawiający telewizji miana kultury.

O 11.00 miałem kolejne zajęcia - "Antropologia i socjologia kultury". Tu do przeczytania były dwa teksty: "Wzory kultury" Ruth Benedict i "Odtwarzanie czy zmiana? Zarys nowej problematyzacji zjawisk i procesów kulturowych" Marcina Lubasia. Pech chciał, że zacząłem od tego drugiego. Czytałem go wczoraj Marcinom (@wierzbik i @wawrzyniec) w KBK, którzy zgodnie stwierdzili, że nie da się tego słuchać. Poniżej pierwszy lepszy (tzw. "randomowy") fragment:

Konsekwencją krytyki antropologicznego pojęcia kultury jest wyłonienie się nowego przedmiotu refleksji, sposobów formułowania pytań, nowa forma, by tak rzec, zastanawiania się nad zjawiskami i procesami kulturowymi. Jako taka nie tworzy ona spójnej teorii ani jednego spójnego aparatu analitycznego. Stanowi wspólny zestaw wątpliwości i problemów. Wykorzystuję termin ukuty przez Foucaulta, nie jestem jednak konstruktywistą ontologicznym na jego modłę, lecz zwolennikiem realizmu, uważającym, że cechą nauki jest odkrywanie mechanizmów rządzących światem. Ta epistemologiczna deklaracja ma znaczenie dla poruszanych tu spraw. Traktuję bowiem problematyzacje nie tylko jako czynności myślenia w ich historyczno-geograficznej specyfice, ale też jako instrumentaria heurystyczne prowadzące bądź nie do odkrywania i eksplorowania pewnych istniejących, ale niepoznanych czy słabo poznanych do tej pory prawideł i struktur rzeczywistości.

Niestety w taki sposób napisana jest całość... O wiele lepiej czytało się znacznie starsze "Wzory kultury". Przynajmniej wszystko dało się zrozumieć, po jednokrotnym przeczytaniu.

H2
H3
H4
3 columns
2 columns
1 column
2 Comments